Możesz zakończyć całą sprawę z „jak ktokolwiek mógł głosować na Trumpa” prostym hipotetycznym przykładem: Wyobraź sobie, że Donald Trump jest demokratą. Wszystko w nim jest takie samo, ale startuje jako kandydat Demokratów. Po drugiej stronie, Republikanin mówi, że jeśli wygra, przywróci w USA segregację i ma gotowych sędziów Sądu Najwyższego, którzy pozwolą mu to zrobić. To wszystko. To dosłownie wszystko, co musisz sobie wyobrazić. Z jednej strony masz Trumpa. Z drugiej strony masz krajobraz polityczny, który przekracza próg, który jakikolwiek liberał byłby skłonny tolerować. W tym scenariuszu 100 na 100 liberałów głosuje na Trumpa. To bardzo prosto dowodzi, że dosłownie wszyscy rozumieją, że istnieje jakiś próg polityczny, poza którym głosowałbyś na kandydata takiego jak Trump. Wielu zwykłych Republikanów czuje, że obecna platforma liberalna przekracza ten próg. To wcale nie jest skomplikowane, dziwne ani trudne do zrozumienia, więc każdy, kto to odrzuca, jest albo kłamcą, albo głupcem. Wszyscy rozumiemy ten kontekst. Wszyscy akceptujemy ten kontekst. Nie ma ani jednej osoby czytającej to, która w jakiejś sytuacji nie przyjęłaby tego kontekstu.